ㅤㅤㅤZamoczyłam swoje usta w rozcieńczonej wodą kawie i westchnęłam z radością, stwierdzając, że nie było w niej mleka. Już na samym początku konsumpcji czułam słodką gorycz na języku i dopiero wtedy zakodowałam w głowie, że musiałam podziękować Sibil za jej pamięć. Nie trudno było spamiętać to, co pijałam każdego ranka od dnia swoich siedemnastych urodzin, jednak na samą myśl uśmiech sam się pojawiał na mojej twarzy. Wyciągnęłam przed siebie nogi i rozparłam się wygodnie na poduszkach. Rozkoszując się promieniami słońca, które wpadały przez niezaciągnięte zasłony, nie zwracałam uwagi na karcący wzrok właścicielki lokum.
ㅤㅤㅤ– Nogi z kanapy – warknęła Sibil i uderzyła mnie zwiniętą gazetę w głowę. Wywróciłam oczami i z ociąganiem opuściłam je na podłogę.
ㅤㅤㅤBędąc typem samotnika, trzeba było się mierzyć z samodzielnością i uczyć nie polegać na nikim, oprócz samego siebie. Nie narzekałam na spokój i ciszę. Każdego wieczoru mogłam wstać i wyjść bez informowania kogokolwiek. Mogłam pójść do baru i cieszyć się wolnością, jakiej większość ludzi mogła pozazdrościć. Jednak z czasem szepty przestawały wystarczać. Pustka stawała się coraz większa i bardziej zasysająca. Pochłaniała mnie i traciła. Zmuszała do skrajności. Głos wewnątrz mnie cieszył się za każdym razem, kiedy przekraczałam linię świata żywych i umarłych. Zyskiwał nade mną władzę, kiedy wędrowałam między starymi budynkami, a z nieba spadał popiół. U swych stóp miałam tysiące martwych istnień, które zginęły i odeszły w zapomnienie. Dopiero wtedy zrozumiałam, czym tak naprawdę było to miejsce w mojej wyobraźni. Więzienie. Przeznaczone dla szeptów istniejących wewnątrz mnie. Dla potwora. Dla mnie.
ㅤㅤㅤUpiłam następny łyk kawy i spojrzałam na właścicielkę, która kończyła smażyć jajka na wołowinie z sosem sojowym. Zapach curry unosił się w powietrzu, tak samo wyraźnie jak wołowina. Uniosłam kącik ust i zerknęłam na trzęsące się gałęzie zza oknem. Jesień miała być złota, pełna brązu i żółci, jednak u mnie to szarość i czerń spowiły widok. Wzrok rozpoznawał to, co uznawał za istotne. Jeszcze cztery lata temu, potrafiłam rozpoznawać kolory i podziwiać wielobarwność, która mnie otaczała. Jednak potwór wewnątrz mnie ich nie widział. Rozróżniał cztery kolory i jemu to wystarczało. Nie potrzebował widzieć nic więcej.
ㅤㅤㅤ– Śniadanie, Robin – powiedziała Sibil i opuściła mieszkanie, trzaskając za sobą drzwi.
ㅤㅤㅤWestchnęłam i ruszyłam do starego, drewnianego aneksu kuchennego, stawiając kubek w zlewie. Odkręciłam kran i pozwoliłam wodzie przelać wszystko, co znajdowało się w środku. Spojrzałam kątem oka na stary obraz wiszący w salonie. Ponura rodzinka zawsze mnie obserwowała, ale niczego nie próbowała od czasu pierwszej nocy, kiedy wyszli na zewnątrz i chcieli wypruć mi wnętrzności sekatorem i nożami. Coś się wtedy stało, a ja sama nie była pewna przebiegu wydarzeń. Pan Okotie-Eboh i pozostała piątka nie ukrywała niechęci względem mojej osoby w tym mieszkaniu, co było zrozumiałe, jeśli brało się pod uwagę wielki plan ich mamuśki. Właścicielka mieszkania należała do osób, które wierzyły, że zmory spod łóżek miały swoje prawa i powody do krzywdzenia ludzi. Dlatego wynajem mieszkania okazał się niebywale tani, a umowa nie miała określonego terminu, bo miałam nie dożyć następnego dnia. Sibil karmiła ponuraków nowymi mieszkańcami, sprzątała po nich resztki i radowała się, kiedy nie robili jej krzywdy. Zrozumiałabym ją, gdyby nie to, że zachowywała się względem nich jak szurnięta matka, dbająca o to, czy się najedli.
ㅤㅤㅤTej nocy jeden z członków rodziny Okotie-Eboh stracił głowę. A z moich ust wystawały długie, ciemne włosy i kawałek szarej, pomarszczonej skóry. Wiedziałam, że potwór w moim wnętrzu bronił siebie i zrobił to, co uważał za słuszne tamtego feralnej nocy – przeraził mieszkańców obrazu na tyle mocno, że już nigdy więcej nie wyściubili nosa poza płótno. A Sibil, która następnego ranka przyszła z workiem na śmieci i białymi rękawiczkami, pewna, że napotka moje walające się wnętrzności i litry krwi, wyglądała, jakby straciła część siebie. Lamentowała przez bite trzy godziny, kiedy ja stałam nad nią jak kat i domagałam się zadośćuczynienia. Tego dnia stara umowa została pochłonięta przez płomienie, a nowa podpisana na moich warunkach. Tym też sposobem znalazłam swoją kucharkę i sprzątaczkę, a mieszkanie stało się moje. Perswazja i manipulacja były rzeczami demonów, ale szantaż i groźby należały do najsłodszych opcji.
ㅤㅤㅤZakręciłam kran, kiedy zauważyłam ile wody w ciągu tych pięciu minut ubyło. Zacisnęłam zęby z irytacji i odwróciłam się do talerza, z ledwo parującą jajecznicą. Chwyciłam widelec w lewą dłoń i zaczęłam pochłaniać jedzenie. Potrzebowałam trzech kilogramów jedzenia na dzień, ponieważ potwór pochłaniał energię w nim znajdującą się. On się karmił tym, co mu dawałam. A ja w ciągu dalszym nic z tego nie zyskiwałam. Kiedy zapominałam o tym, potwór mnie informował – pochłaniał mnie. Pożerał od środka wnętrzności, skórę, błony i energię. Dlatego nigdy nie przekraczałam wagi czterdziestu pięciu kilogramów, mimo że zdarzało się pochłaniać niesamowicie wysokie góry hamburgerów czy budkowych kebabów. Jednak potwór miał swoje faworyty, które trzymały go najedzonego dłużej, niż cokolwiek innego. Wołowina okazała się być strzałem w dziesiątkę, tak samo sos sojowy – były tłuste i ciężkie. Mimo że smak nie należał do mnie, pochłaniałam tak szybko, że nie nadążałam cieszyć się smakiem. Jadłam, bo musiałam, a nie dlatego, że czułam potrzebę. A mimo pociągu do wołowiny i ciemnego sosu, najlepszym sposobem na najedzenie się, były istnienia. Najpierw konsumował palce, gdzie przegryzał je jak paluszki serowe. Później nadchodził czas na dłonie aż po same ramiona. Połykał je bez problemu. Następnie pochłaniał nogi, uprzednio łamiąc je na trzy części. Rozkoszował się klatką piersiową, którą z wiedzą chirurga rozcinał i wieńczył wszystko wnętrznościami. Na koniec pozostawiał serce, które lizał i chłeptał jego ciepłą krew. Rzadko kiedy pozwalał sobie na pochłonięcie głowy, zważywszy, że włosy były czymś trudnym w jego procesie trawienia.
ㅤㅤㅤNie byłam dobrym człowiekiem. Nie jestem pewna, czy w ogóle mogłabym się nim nazwać, nawet gdybym pozbyła się jego. Każdego dnia walczyłam z szeptami, które domagały się krwi i starałam się nie zjeść nikogo na przystawkę, kiedy ci mijali mnie na drodze. Ludzie zawdzięczali mi naprawdę dużo, a traktowali mnie jak dziwadło. Większość mogłam zawdzięczać swojemu wyglądowi. Choć heterochromia stała się czymś normalnym i rzeczywistym w dwudziestym pierwszym wieku, to hemolakria komplikowała większość spraw i stawiała mnie pod odstrzałem nienawistnych spojrzeń starszego pokolenia. Ostatni raz kiedy płakałam, odbyło się to na pogrzebie Mary Winchester, która zniknęła w płomieniach własnego domu. To wtedy ludzie uznali mnie za wyrzutka, kiedy krew wydobyła się spod moich powiek i zaczęła spływać wzdłuż twarzy, plamiąc różowy sweter zakupiony przez zmarłą. Nienawiść do sześciolatki okazała się czymś zwyczajnym na tamtejszych mieszkańców. Jakby mała ja była gotowa wyrżnąć wszystkich i wykąpać się w ich krwi. Czasami żałowałam, że tego nie zrobiłam.
ㅤㅤㅤPoczułam wibracje w tylnej kieszeni i westchnęłam ciężko, kiedy odrzuciłam widelec na talerz. Wyciągnęłam telefon i spojrzałam na ekran: Danny. Odebrałam i powiedziałam: – Ciekawość zabiła kota, wiesz?
ㅤㅤㅤCisza po drugiej stronie powoli się przedłużała, dopóki krzyk kobiety nie rozległ się w słuchawce. Zmarszczyłam brwi i odsunęłam telefon, kiedy dźwięk zerwanego połączenia zadudnił mi w uszach. Dante Morrison miewała to do siebie, że wszystko, co każdego by przerażało, ją pociągało. Wyprawy do nawiedzonych miejsc i uparte starania, aby złapać byty nadprzyrodzone należały do spuścizny rodu łowców Morrison. Obie pożądałyśmy strachu, ale na inne sposoby. On się nim karmił i dzięki temu, ja żyłam. Natomiast łowczyni była uzależniona od adrenaliny krążącej w jej żyłach. Kiedy czegoś chciała, nie było możliwości, aby ją zatrzymać w miejscu. Dlatego nasz miesięczny związek okazał się być niewypałem. Żadna z nas nie była na tyle co dojrzała, a poprawna do długoterminowego związku. Zatruwałyśmy siebie nawzajem.
ㅤㅤㅤ– Cholera – wymruczałam pod nosem, kiedy usłyszałam głośne uderzenia w ścianę. Odbiłam się od aneksu i ruszyłam, mijając obraz rodziny ponuraków, którzy z zainteresowaniem obrócili swoje głowy w stronę drzwi wyjściowych. – Nawet o tym nie myślcie – zastrzegłam i otworzyłam szeroko drzwi.
ㅤㅤㅤZdyszana Danny wparowała do środka i zatrzasnęła za nami drzwi, ciągnąc mnie do małego pokoju dziennego. Przesunęła stolik z głośnym hukiem i zaczęła rozsypywać sól na ziemię trzęsącymi się z adrenaliny dłońmi. Jej strój jasno mówił, że po raz kolejny wdała się w bójkę z demonem. Założyłam ramiona na piersi i westchnęłam ciężko.
ㅤㅤㅤ– Co robisz? – zapytałam, siląc się na łagodny głos. Kobieta miała to do siebie, że nie cierpiała, kiedy ktoś podnosił głos i reagowała łzami odruchowo. Ironią było to, że należała do grona łowców, choć większość rzecz mogła ją skrzywdzić. – Danny, skarbie?
ㅤㅤㅤKobieta westchnęła i uśmiechnęła się, kiedy drzwi wypadły z zawiasów, a do środka wparował owłosiony facet z piłą łańcuchową. Ruszył w naszą stronę i grzmotnął w niewidzialną barierę. Ryknął i ruszył na nas ponownie z piłą, po czym znowu odbił się i wpadł na aneks kuchenny, zwalając naczynia na podłogę. Dante radosna, że zdążyła na czas wpaść do mnie i założyć barierę, rzuciła mi się w ramiona i cmoknęła w policzek.
ㅤㅤㅤ– Cześć, Robin – powiedziała i odsunęła się. Rzuciła mi zaintrygowane spojrzenie i uniosła brwi. Wskazała dłonią na mój ubiór. – Wybierasz się gdzieś?
ㅤㅤㅤWywróciłam oczami, słysząc jej zazdrosny ton. Morrison zawsze uwielbiała, jak coś szło po jej myśli i każdy się z nią liczył. Niestety byłam jedną z nielicznych osób, które nie kryły irytacji względem charakteru, który miała.
ㅤㅤㅤ– Na to wychodzi, ale powiedziałam ci to już: ciekawość zabiła kota. Uważaj, Danny, bo ciebie też może.
ㅤㅤㅤPrychnęła i poprawiła rude włosy, ściągając okulary przeciwsłoneczne. Zawiesiła je na swojej różowej bluzce, między piersiami i uśmiechnęła się zawadiacko, kiedy zauważyła mój, wędrujące w tamte okolice, wzrok. Podeszła i chwyciła dłonią mój kark, muskając szczupłymi palcami moje ciemne włosy i tatuaż na karku. Otworzyła usta i przysunęła się, próbując kolejny raz wymusić większą bliskość.
ㅤㅤㅤ– Robin, tęskniłam za tobą, wiesz? – wyszeptała i cmoknęła moje usta. – Robin...
ㅤㅤㅤZłapałam ją za pukle i szarpnęłam do tyłu, obserwując jak z jej gardła wyrywa się jęk, a w oczach błyszczy podniecenie. Plecy wygięła, a pierś uderzyła o moją. Ślinka podniecenia napłynęła mi do ust, kiedy obserwowałam jak skóra na szyi pulsuje, kryjąc pod sobą tętniące krwią żyły. Pragnienie skrzywdzenia stawało się coraz bardziej niebezpieczne. A Danny wcale nie poprawiała naszej sytuacji, kiedy dotykała siebie i pojękiwała, jakby od tego zależało spełnienie. Chciałam jej spróbować. Chciałam ją czuć. Chciałam dusić i odbierać każdy dobry element.
ㅤㅤㅤZacharczałam i puściłam ją. Zaskoczona upadła na podłogę i przerażona spojrzała na swoją dłoń, która przerwała linię soli, rozsypując ją na boki. Rzuciła mi spłoszone spojrzenie i wyszeptała przeprosiny, po czym wycofała się do mojej sypialni, zamykając drzwi. Nie byłam zaskoczona, kiedy stchórzyła i ukryła się. Nie pierwszy raz wykorzystywała mnie do swoich celów. Wiedziała, że chroniło mnie coś, co się nikomu nie śniło. Każdy kto się odważył na mnie zaszarżować, kończył w moim żołądku, a jego resztki musiałam wyciągać nicią dentystyczną. Pozbywałam się problemu, a ona zbierała aplauz i wysłuchiwała tysiąc kroć słowa, które pragnęłam usłyszeć choć raz.
ㅤㅤㅤ– ARRRGH! – ryknął i ruszył w moim kierunku, depcząc odłamki szkła. Zanim zdążyłam zareagować, jego wielka mechaniczna piła uderzyła w moją rękę, którą wystawiłam automatycznie w obronie. Ostre zęby cięły skórę i kość tak precyzyjnie, aż pozostał sam tryskający krwią kikut. Odcięta ręka opadła na ziemię, a wrzask utknął mi w gardle, kiedy poczułam coś dziwnego w swoim wnętrzu. Trzepot skrzydeł rozbrzmiewał z każdym moim oddechem. Szepty kazały mi otworzyć usta i tak też zrobiłam. Tysiące ciem wyleciało z ust, uderzyło w ciało mężczyzny, a jego ryczenie zdawało się wyciszać. Padłam na kolana i zajęczałam w bólu. Łzy skapywały prosto na, już i tak, zakrwawioną podłogę.
ㅤㅤㅤPozwól mi. Daj się ponieść. Spróbuj. Pozwól mi. Daj się ponieść. Spróbuj. Pozwól mi...
ㅤㅤㅤSkinęłam głową i zacisnęłam mocniej oczy. Wtedy poczułam jak tracę kontrolę nad własnym ciałem. Stałam się jego. Poczułam jak uśmiecha się i mruczy uspokajająco. Stanął na nogi i ruszył w stronę zmory. Ćmy rozproszyły się i rozpadły na tysiące pyłków. Nie czułam strachu, a satysfakcję, która pochłaniała potwora wewnątrz mnie, kiedy z ciała pozostały jedynie kości. Spojrzał na swoją rękę i pozwolił unieść się kościom w powietrzu. Skurczyły się i zaczęły rozpadać na mniejsze części. Zajęły miejsce zamiast mojej kości, a skóra na kikucie zafalowała i się przedłużyła. Obserwowałam jak porusza moją nową dłonią z czarnymi znakami na palcach. Zaśmiał się i oddał mi kontrolę, odchodząc do środka. Straciłam równowagę i zajęczałam, kiedy ból zniknął. Jakby nigdy nie urąbano mi ręki. Nie było śladu po ręce ani bliźnie świadczącej, że tak się zdarzyło. Oprócz czarnych symboli ciągnących się od palców po nadgarstek. Czarne pasma i runy zdawały się śpiewać do mnie.
ㅤㅤㅤ– Robin...? – Danny wystawiła głowę zza drzwi i rzuciła przerażone spojrzenie pomieszczeniu. Dopiero jak otworzyła je szerzej i wkroczyła do pokoju dziennego, zauważyła krew na moich ubraniach i twarzy. Podeszła do mnie i przytuliła się: – Tak bardzo cię przepraszam, Robin. Nie wiedziałam, że tak się stanie. Zawsze dawałaś radę z nimi. Nie wiedziałam, że...
ㅤㅤㅤChwyciła mnie za dłoń i zamarła, kiedy głaskała moją nową lewą rękę.
ㅤㅤㅤWyrwałam ją z jej uścisku i odepchnęłam. Pokręciłam głową i zacisnęłam zęby. Spojrzałam głęboko w łanie oczy kobiety, które zawsze powodowały, że czułam się gorsza.
ㅤㅤㅤ– Ty nigdy nie wiesz, a i tak to robisz. Skończyłam z tym Danny. Nie będę dawać mu kolejnych powodów do sprawowania nade mną władzy poprzez długi wdzięczności, które u niego zaciągam za każdym razem, jak musi mnie ochraniać. Wynoś się z mojego życia i już nigdy więcej nie wracaj – wysyczałam. Danny zaprotestowała, ale przerwałam jej uniesieniem ręki. – Przestałam grać w twoją grę – uśmiechnęłam się. – Teraz zagrajmy w moją.
ㅤㅤㅤ– Robin, ja wiem, że narobiłam ci kłopotów, ale...
ㅤㅤㅤ– Nie, Danny. To co ty zrobiłaś mi, jest niczym przy tym, co ja zrobię tobie. Jeśli nie zabierzesz stąd swojej sukowatej osobowości i nie pójdziesz do piekła, poznasz go z bliska.
ㅤㅤㅤZaszlochała i chwyciła mnie za rękę, przyciągając do siebie. Granie na litość było ulubioną zabawą łowczyni, bo miała pewność, że zawsze wtedy robiłam to, o co poprosiła. Ale nie tym razem. Potwór wewnątrz buzował od wściekłości i pragnął ją ukarać, a im bardziej Danny ciągnęła tę szopkę, ja stawałam się podatniejsza na jego wolę.
ㅤㅤㅤ– Liczę do trzech – odsunęłam się.
ㅤㅤㅤ– Robin, proszę!
ㅤㅤㅤ– Trzy.
ㅤㅤㅤ– Daj spokój! Nie zgrywaj się! Przecież nigdy byś mi krzywdy nie zrobiła – zaprotestowała i tupnęła oburzona stopą o podłogę. Uniosłam lewą brew.
ㅤㅤㅤ– Jesteś tego pewna?
ㅤㅤㅤPrzełknęła z trudem ślinę i cofnęła się o krok.
ㅤㅤㅤ– Robin, proszę...
ㅤㅤㅤ– Dwa.
ㅤㅤㅤWściekła wrzasnęła i odrzuciła włosy na ramię, kierując się w stronę drzwi. Zatrzymała się na chwilę i spojrzała na mnie poirytowanym spojrzeniem. Cała jej twarz płonęła czerwienią, a klatka piersiowa opadała. Wzburzona czy nie, dalej wyglądała pięknie i za to zaczynałam ją nienawidzić. Miała nade mną zbyt dużą władzę, a wystarczyło mi już to, że potwór już ją miał.
ㅤㅤㅤ– Jeden – wyszeptałam i postąpiłam krok do przodu, kiedy drzwi trzasnęły. Przymknęłam powieki i westchnęłam zostając sama.
Muszkieterów Trzech
6/20/2017
2. Krwawe studia
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)