ㅤㅤㅤ– Ojcze nasz, któryś jest w niebie – wyrecytowałam to samo, co zawsze, kiedy gówno wpadało w wentylator.
ㅤㅤㅤSiedząc skulona na drewnianej podłodze, między jedną spróchniałą ścianą a drugą, liczyłam w myślach opcje ucieczki, które z każdą sekundą malały. Nad swoją głową słyszałam jak ktoś przechadzał się po zamkniętej na klucz sypialni Pani Marguarite, kiedy skrobanie metalu zbliżało się powoli do miejsca w którym przebywałam. Po cholerę się na to zgadzałam, zadałam sobie pytanie i docisnęłam przemokniętą krwią kurtkę do ramienia.
ㅤㅤㅤWiele słyszałam o tym, że Pani Marguarite straciła zdrowy rozsądek w chwili, w której jeden z jej starszych synów powiesił się na strychu ich rodzinnego domu. Jak się później okazało, Francisco chorował na schizofrenię, która coraz częściej zbierała swoje żniwo. Choć sama nie wiedziałam jak ciężko jest zmagać się z koszmarami, które przestawały nawiedzać w snach i zaczęły pojawiać się na jawie, to w pewnym stopniu rozumiałam trud egzystencji, kiedy samemu się chorowało na rozdwojenie jaźni. Spalenie żółtych papierów w żaden sposób nie zmieniło tego faktu i uparcie się trzymałam tego, że ta diagnoza była błędna. Pomylona.
ㅤㅤㅤAle wiedziałam, że nie dało się oszukać prawdy. Zbyt wielka wylewność i psychopatyczne skłonności okazały się zbyt destrukcyjne dla mnie. Jeszcze trzy lata temu oddałabym wszystko, aby nie zażywać tabletek uspakajających, które hamowały impulsy w mojej głowie. Jednak dzisiaj byłam gotowa napluć starej sobie w oko. Uczucie odrętwienia i przymulającej ciszy w głowie, stały się swego rodzaju marzeniem. Adrenalina krążąca w żyłach okazała się trucizną, z którą przestawałam sobie radzić. Wahania nastrojów towarzyszyły mi od najmłodszych lat i przez ten długi czas, kiedy szukałam samej siebie w odmętach wyobrażeń rodzin zastępczych, znalazłam antidotum.
ㅤㅤㅤW takim zawodzie jak łowca, nie należało się martwić tym, jak ludzie cię spostrzegali. Każdy z nich pilnował swojego interesu i grał na własnych regułach. Choroby psychiczne w tym zawodzie stawały się chlebem powszednim i czymś, bez czego nie dało się normalnie funkcjonować. Stawałeś się nieprzewidywalny i niebezpieczny. A z bronią w dłoni mogłeś siebie nazwać panem losu.
ㅤㅤㅤTo uczucie zawiodło mnie na manowce i jedyne co mi po tym pozostało, to blizny na ciele i umyśle. Stare, spokojne życie oddalało się coraz większymi krokami, a mroczna przyszłość zasłaniała światełko w tunelu. Wielokrotnie łapałam się na tym, że pragnęłam ukrócić swoje cierpienie przez jeden jedyny sposób jaki znałam, dzięki biologicznej matce. Pragnęłam pochłonąć wodę. Stać się nią. Poczuć ją wewnątrz siebie. A mimo to, dalej oddychałam i uparcie trzymałam się tej pracy.
ㅤㅤㅤCzęsto zastanawiałam się, jak wyglądałby mój własny pogrzeb. Czy ktoś by przyszedł, powiedział dobre słowo i oddał minutę ciszy. Wiedziałam, że nic z tego nie stałoby się rzeczywistością. Nie miałam nikogo i nikt nie miał mnie. Trwałam w samotności i uczuciu beznadziejności. Dopóki nie poznałam na nowo braci Winchester, którzy jak ja, tępili demoniczne skurwysyny z powodu krwawiących ran w ich wnętrzu.
ㅤㅤㅤNie wiele o sobie wiedzieliśmy, choć spędziliśmy niespełna rok pod jednym dachem. Czasy niewinnego dzieciństwa skończyły się mroźnego wieczoru, kiedy Mary zawisła przy suficie a potężny ogień strawił większą część domu. Ten okres pamiętałam jak zza mgły i mimo że kojarzyłam każdego z osobna, czułam się posiadaczką częściowej amnezji. Według psychiatrów mogło to zostać spowodowane tym, że nie chciałam ranić siebie samej dobrymi wspomnieniami, z których zostały same zgliszcze i pragnęłam zacząć na nowo, bez przykrej przeszłości.
ㅤㅤㅤJednak z czasem zrozumiałam, że to nie ja blokowałam dostępu do wspomnień, a coś wewnątrz mnie – potwór, który szeptał mi na ucho każdej nocy, że możemy być kim chcemy. Potwór, który twierdził, że świat uklęknie przed nami, a my będziemy karmić się strachem i kontrolą.
ㅤㅤㅤCzułam pożądanie na samą myśl – ślinka sama napływała do moich ust, a rozedrgany oddech świadczył o wyraźnym podnieceniu. Byłam chora i zepsuta do szpiku kości. Potrafiłam osiągać orgazm na szorstkie szepty w głowie i jęczeć tak głośno, jak nawet przy seksie waginalnym nie potrafiłam.
ㅤㅤㅤŚmiało mogłam stwierdzić, że należałam do grona osób z sadystycznymi zapędami i potrzebą na większe zło. A mimo to ratowałam dupska niewdzięcznym ludziom, którzy nie potrafili wykrztusić z siebie ani jednego, wymuszonego podziękowania.
ㅤㅤㅤWestchnęłam z ulgą, kiedy poczułam wibracje w tylnej kieszeni jeansów. Sięgnęłam po telefon z masą kolorowych i startych naklejek, który skombinował dla mnie Singer. Podejrzewałam, że poprzednio należał do jakiejś słodkiej i naiwnej nastolatki, ale nie zamierzałam narzekać. Dzięki temu, mogłam kontaktować się ze wszystkimi bez większego problemu. Dlatego się cieszyłam, jak również z tego, że mogłam swoje pedanteryjne zachowanie do czegoś wykorzystać.
ㅤㅤㅤPodniosłam klapkę komórki zakrwawionym kciukiem, schyliłam lekko głowę i pozwoliłam włosom opaść na twarz. Smród przetłuszczonych kłaków i mętnej wody poczułam głęboko w nosie, na co jedynie mogłam szpetnie przekląć. Kąpiel i szwy były tym, czego potrzebowałam w tej chwili najbardziej. Skupiłam wzrok na dużych, czarnych literach i uśmiechnęłam się cierpko, widząc imię starszego z braci Winchester na samej górze wiadomości prywatnej. Informował mnie, że on i Samuel właśnie jechali do opuszczonego domu Pani Marguarite tak szybko, jak tylko mogli, a dopisek pod jasno mówił, że miałam się gdzieś zaszyć i nie prowokować wkurzonego ducha.
ㅤㅤㅤNo co ty nie powiesz, pomyślałam i zamknęłam telefon, wciskając go na powrót do tylnej kieszeni spodni. Niedawno zwinięte ze sklepu jeansy miały masę plam i dziur, których nie potrafiłam w żaden racjonalny sposób wytłumaczyć, a za duża koszula z napisem „Ghostemane" kleiła się do skóry z powodu krwi, którą traciłam z powodu mocnego rozcięcia na prawym ramieniu.
ㅤㅤㅤ– Skup się – powiedziałam na głos po chwili, całkowicie niepotrzebnie, bo czerwona siekiera wbiła się w ścianę nade mną, a drzazgi rozprysły się na boki. Przełknęłam z trudem ślinę i spojrzałam w puste oczodoły. Szeroki, nienaturalny uśmiech zdobił twarz Francisco, który radośnie machał do mnie, mimo że stał niecałe trzy metry przed. – ...może się dogadamy?
ㅤㅤㅤPrzekręcił głowę na bok, intensywnie wpatrując się w moje ramię. Oblizał usta i kłapnął zębami. Miał na sobie to, w czym zginął i wcale ten elegancki widok nie łagodził sytuacji. Biały garnitur i czerwony krawat, który wołał o pomstę do nieba w ciągu dalszym wyglądał nienagannie.
ㅤㅤㅤCofnęłam się i zajęczałam, kiedy zdałam sobie sprawę, że za mną jest ściana. Podskoczyłam i chwyciłam siekierę, szarpiąc nią kilkukrotnie, kiedy duch się zbliżał. W końcu drewno w ścianie puściło, a narzędzie uderzyło zgięcie szyi a ramienia zmory. Jego ręka znalazła się niebezpiecznie blisko mojej krtani, a długie paznokcie drasnęły skórę pod brodą. Przeszywający ból i pieczenie rozniosło się po ciele. Nie minęła sekunda, kiedy leciałam przez pomieszczenie i lądowałam na starym fortepianie, łamiąc go. Ból promieniował wewnątrz mnie, a szepty stawały się zbyt głośne. Piszczało mi w uszach.
ㅤㅤㅤWiedziałam, że koniec zbliżał się nieubłaganie. A mimo to czułam satysfakcję. Pragnienie.
ㅤㅤㅤPozwól mi. Daj się ponieść. Spróbuj. Pozwól mi. Daj się ponieść. Spróbuj. Pozwól mi...
ㅤㅤㅤSzepty się nasilały, a ciało drętwiało. Czułam jak puszczałam stery dowodzenia. Oddawałam się mu, a on z radością pochłaniał mnie – mój potwór. Twarz Francisco mignęły mi przed oczami. Zajęczałam, kiedy jego stopa stanęła na krtani.
ㅤㅤㅤPozwól mi. Daj się ponieść. Spróbuj. Pozwól mi. Daj się ponieść. Spróbuj. Pozwól mi...Tak, tak... tak!
ㅤㅤㅤZamknęłam oczy. Jestem twoja, myślałam i z ulgą przyjęłam odchodzące wyrzuty sumienia i emocje. Pozwoliłam ciału się wygiąć nienaturalnie do tyłu, wedle jego rozkazu. Dłońmi dotknęłam starej i zakurzonej podłogi tuż za sobą. Wbiłam palce w deski i... zniknęłam. Nie czułam już nic. Stałam się obserwatorem we własnym ciele. Demon podniósł się i chwycił dłonią za gardło zmory. Otworzył usta należące do mnie, a spomiędzy warg wyrwało się jedno słowo, które słyszałam tylko raz w swoim dzieciństwie, kiedy pewna cyganka wróżyła mi ze szklanej kuli. Imię.
ㅤㅤㅤHephrimeal.
ㅤㅤㅤStraciłam rachubę, ile czasu zajęło rozczłonkowanie ciała Francisco, w którym się pławił. Pochłaniał każdą jego część i wypełniał mój żołądek smakiem zepsutego mięsa. Na języku czułam gorycz, a kwas wybijał się w przełyku. Jedyne co pozostało po zmorze to włosy w mojej dłoni. Kępka ciemnych pukli i kawałek skóry. Jednak demon nie odpuścił: wsunął do ust włosy i połknął, nie zważając na torsje, które przebiegły wzdłuż ciała. Rana na ramieniu zniknęła, tak samo jak zadrapania na szyi. Odzyskiwałam czucie i w momencie, w którym mogłam już sama siebie kontrolować, w progu domu rodzinnego Pani Marguarite stanęli bracia Winchester.
ㅤㅤㅤA na ich twarzach można było dojrzeć pytanie, którego nieśmiali zadać na głos, a ja wiedziałam, że nie mogłam im udzielić odpowiedzi, ponieważ sama jej nie znałam.
ㅤㅤㅤNie wiedziałam czym byłam. Ani kto we mnie pomieszkiwał.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz